Intex: po 30 latach pojawił się „drugi wiatr”, zaczęliśmy aktywniej iść do przodu

Firma Intex dzięki kompetentnej polityce marketingowej, a przede wszystkim jakości produkowanego od 30 lat narzędzia do cięcia drewna, zdobyła zaufanie zarówno krajowych stolarzy, jak i specjalistów branżowych z krajów bałtyckich jak Rumunia, Bułgaria i inne.

Jeden z założycieli firmy i jej stały menadżer — Jarosław Łazarczuk — jest dziś rozmówcą naszej publikacji.

— Yaroslav Volodymyrovych, wasza firma «Intex» od dawna istnieje na rynku ukraińskim i z każdym rokiem nabiera tempa. Podziel się z naszymi czytelnikami sekretami sukcesu.

— Iwanowo nazywane jest miastem tkaczy, a Kamieniec Podolski nazwałbym miastem narzędziowców. Słynie bowiem nie tylko z tego, że dzięki swemu położeniu geograficznemu przez kilka stuleci stale znajdowało się w wirze najciekawszych wydarzeń historycznych, ale także z przedsiębiorstw przemysłowych, w szczególności obróbki metali. Czy wiecie na przykład, że już w 1919 roku uruchomiono pierwszy warsztat fabryki narzędzi węglikowych, a przyszły komisarz ludowy H. I. Pietrowski? Zakłady narzędzi do obróbki drewna w Kamieńcu Podolskim należące do Unii były wiodącym przedsiębiorstwem branżowym na Ukrainie. Po zakończeniu jej działalności w 1990 roku Peter Kolomiyts i ja jako jedni z pierwszych w mieście stworzyliśmy prywatne przedsiębiorstwo, w którym samodzielnie opanowaliśmy produkcję tych samych produktów. Pierwsze lata nie były łatwe. Park maszynowy sprawił, że życzyliśmy sobie wszystkiego najlepszego. Ale był on stopniowo unowocześniany: najpierw opracowaliśmy i wyprodukowaliśmy własne maszyny do lutowania frezów węglikowych, następnie stopniowo zaczęliśmy kupować sprzęt europejski, dzięki czemu dziś jesteśmy dobrze wyposażeni i jesteśmy w stanie wytwarzać produkty spełniające wymagania najbardziej wymagających przedsiębiorstw pod względem jakości narzędzia.

W 2020 roku uroczyście obchodziliśmy 30-lecie firmy. Ale wśród wydarzeń, które miały miejsce w ostatnich latach, najważniejsze jest dla mnie to, że «Intex» stał się w końcu firmą w pełni rodzinną: postanowili postawić na swojej stronie córkę i zięcia. I mogłem odetchnąć z ulgą: w przeszłości prawdopodobnie, jak wiele innych, firma miała problemy kadrowe, a poza tym nie każdemu, jak się okazało, można było ufać. A teraz w pobliżu — wszystko Twoje i wszystko jest cudowne!

Udało nam się zrobić wiele w stosunkowo krótkim czasie. Warsztat produkcyjny został ukończony. Dzięki pożyczkom nowy sprzęt zakupiło 5–7–9%. Po poprzedniej stagnacji zaczęli zwiększać wolumen produkcji. Jeśli sytuacja się nie pogorszy, przeżyjemy.

— Twoja firma aktywnie promuje swoje produkty na rynkach zagranicznych. Skąd dzisiaj pochodzą główne dochody: zza granicy czy od konsumentów krajowych?

— Teraz jest to 50 na 50. Jednak stale zwiększamy wielkość produkcji, opanowując nowoczesne, zaawansowane procesy techniczne, aby poprawić jakość naszego narzędzia i obniżyć jego koszt. Po 30 latach pojawił się «drugi wiatr», zaczęliśmy aktywniej działać do przodu. To ekscytujące! Przyznam, że poprzednie 5-6 lat było bardzo trudne, pojawiło się wiele nowych przeszkód w prowadzeniu biznesu, ale dzięki Bogu udało nam się je przetrwać.

— Przeszkody na skutek nowych inicjatyw legislacyjnych władz, utrata rynków, odpływ wykwalifikowanych specjalistów za granicę, kwestie organizacyjne?

— Prawdopodobnie wszyscy razem. A były problemy z organizacją przedsiębiorstw, w ogóle milczę na temat legislacji: dla nikogo nie jest tajemnicą, że władze nie są zainteresowane przedsiębiorstwami produkcyjnymi na Ukrainie. Jesteśmy jak wyrzutki. Nie było wystarczającego kapitału obrotowego. Nie było żadnych kredytów. Teraz są i to dobrze! Wewnętrzna restrukturyzacja firmy dała wiele. Wszystko ułożyło się w całość jak puzzle i krok po kroku posuwaliśmy się do przodu…

— Jak zmienił się Twój klient przez te 30 lat? Stał się bardziej kompetentny, bardziej wymagający…

— Klient stał się tak «zepsuty», że musi dostosować się do każdego i spełnić wszystkie swoje «pragnienia». Inaczej cię zabiorą! Żartuję!

— Co spowodowało to rozpieszczanie? Duża liczba wykonawców?

 — Tak, było też mnóstwo firm — producentów narzędzi, których produkty, dopóki ich nie wypróbujesz — nie zrozumiesz, w jakim stopniu spełniają Twoje wymagania. Jednak teraz ich liczba gwałtownie spadła. Nasza praca uległa poprawie, dzięki czemu radzimy sobie z życzeniami klientów, a jednocześnie z kolejnymi problemami, które się pojawiają. Na przykład tym ostatnim jest wzrost cen metalu w tym roku. Wynajem z Europy wzrósł w cenie o 35-40%, a krajowy — aż o 80-90%.

— Czy w związku z tym powinniście także podnieść cenę swoich produktów o co najmniej 30%?

— Nie, nie możemy tego zrobić tak gwałtownie, ale powoli to zwiększamy. Istnieją różne produkty. Należy przede wszystkim podnieść te, w których cenie wartość metalu wynosi 50% lub więcej. Ale proces przebiega z pewnym zahamowaniem. Teraz cena wszystkiego i na wszystkich rynkach świata rośnie. Dlatego cena drewna wzrosła aż 3-krotnie! Rozumiem moich klientów, którzy muszą na wszystkim oszczędzać i nie jest zaskoczeniem, że cena ich produktów wzrosła dwukrotnie, i jest to naturalne. I dlatego 30-40-procentowy wzrost kosztów samych naszych produktów jest już dla nich bolesny. Walczmy. Póki co utrzymujemy się tylko dzięki wolumenom. Nie możemy się jeszcze popisywać, ale też nie chodzimy z wyciągniętą ręką. Życie toczy się dalej i myślę, że jeśli przeżyjemy 31 lat, będziemy obchodzić także 50-lecie! Dziś z optymizmem patrzę w przyszłość, wszystko będzie dobrze! Jak w państwie, tak i u nas!

— Mówią, że myśli człowieka kształtują rzeczywistość, w której żyje. Dlatego udało Ci się przetrwać te ponad 30 lat!

— Pytanie filozoficzne. Może i tak! Trudności jednych hartują, innych demoralizują…

— Niektóre firmy w czasie pandemii, w związku z wstrzymaniem dostaw w celu załadunku produkcji, wypuściły produkty w celu uzupełnienia zapasów magazynowych. Czy Wy też wybrnęliście z sytuacji?

— Nie mieliśmy takiej potrzeby. Po pierwsze, pomimo pandemii zamówień było całkiem sporo. Po drugie, z magazynem praktycznie nic nie robimy, gdyż wykonujemy głównie narzędzia na indywidualne zamówienia. Każde przedsiębiorstwo potrzebuje narzędzia o określonej konstrukcji i specjalnych cechach geometrycznych. Nawet pozornie standardowe piły tarczowe mają swoje niuanse w każdym przypadku.

— Czyli można powiedzieć, że jedną z przewag konkurencyjnych Państwa grupy przedsiębiorstw jest to, że narzędzie jest produkowane według indywidualnego TK?

— To nie jest zaleta. Wiele z nich jest wykonywanych według indywidualnych życzeń: dziś takie narzędzie jest bardziej poszukiwane, a zapotrzebowania na nie rośnie z każdym dniem. Nawet według wyników pracy na wystawie LISDEREVMASH mamy półksięgę takich zamówień.

Każde narzędzie jest niezbędne do wytworzenia produktu o określonych ekskluzywnych cechach, który jest wytwarzany tylko przez określonego producenta. A klienci przychodzą do niego właśnie po tę wyjątkowość i dlatego wszystko jest zamknięte.

— Ale myślę, że nikt nie wątpi, że wasza wiodąca pozycja na rynku ukraińskim wynika z zastosowania nowoczesnego sprzętu high-tech i zaawansowanych procesów technicznych.

— Nie będę skromny: na przykład pod względem poziomu produkcji pił tarczowych i urządzeń na tym kierunku rzeczywiście jesteśmy pierwsi na Ukrainie. Oczywiście ktoś może się sprzeciwić, ale oceńcie sami: mamy dwie linie zrobotyzowane firmy Vollmer i 6 kolejnych maszyn tej samej firmy, dwie maszyny Walter, trzy maszyny do automatycznego lutowania twardych stopów firmy Kahny. Nasze najnowsze nabytki: 4-osiowe i 5-osiowe centra obróbcze do produkcji frezów.

Jednym słowem idziemy do przodu. Przyjdź i zobacz!